czwartek, 13 sierpnia 2015

35



Ludzie, przechodzący ulicą tego dnia, musieli mieć niezłą zabawę. W oknie domu, stojącego tuż przy wąskim przejściu, szarpały się dwie osoby, wyrywając sobie jakiś przedmiot.
 -Kretynie, jeśli przerwiesz czerwony, to nas wysadzisz!
 -Mówię ci, niebieski jest tym złym!
 -Bzdura, znam się na tym.
 -Niby skąd?
 -Po prostu się znam! Dante, puszczaj to!
 -Nie zamierzam.
 -Kretyn.
 -Harpia.
 -Idiota.
 -Erynia.
 -Głupiec.
 -Ej, to było podłe, Silvo.
 -Czego się po mnie spodziewałeś, kuzynie?
 Na chwile krzyki ustały, potem wybuchły ze zdwojoną siłą,
 -Trzydzieści sekund! Dawaj, trzeba przerwać czerwony.
 -Niebieski.
 -Jak przerwiemy niebieski, wszystko wybuchnie.
 -Jak przerwiemy czerwony, nie będzie czego po nas zbierać.
 -Najwyżej po tobie. Pochowamy cię w twoim ulubionym płaszczu. Trumna to straszne wydatki, więc będziemy musieli cię owinąć w gazety i zakopać w ogródku, ale może kupimy jakąś ładną granitową tablicę. No wiesz, będzie tam napisane Dante Vale, a pod tym coś w stylu „Przybyłem, zobaczyłem, wybuchłem”.
 -Wolałbym raczej „Nie umarł, po prostu śpi”.
 -O nie, Dante, nie zgadzam się. Ciebie trzeba pożegnać z życiem definitywnie i na stałe. A teraz to PUSZCZAJ!
 Nagle Silva poślizgnęła się na śliskiej posadzce i upadła, wyrywając z czarnego przedmiotu, o którego się bili, kilka kabli. Dziwny, ostry dźwięk, który co chwila się z niego wydobywał, zamilkł.
 -Który wyrwałaś? – zapytał Dante, ciężko oddychając.
 -Hm… wszystkie. – Silva z pewnym zażenowaniem przyjęła podaną przez niego rękę.
 -To również była jakaś opcja, racja. Wyłączyło się.
 -I Bogu dzięki… - Strażniczka otrzepała ubranie i krzywo uśmiechnęła się do kuzyna. – To było ciekawe przeżycie.
 -I to jak. Ale… co teraz? Gdzie Wskazówka? Facet chciał nas po prostu załatwić? – Dante zamknął okno, widząc stojących w dole ludzi, którzy przyglądali im się w żywym zainteresowaniem.
 -Nie, nie sądzę. On dobrze się bawi. Podałbyś mi na chwile tą bombę? Chcę coś sprawdzić.
 -Proszę bardzo.
 Silva wyjęła z cholewki buta lekki sztylet o długim, cienkim ostrzu, w którym odbijało się światło słońca i delikatnie podważyła nim obudowę metalowego pudełka. Na ziemie wypadła biała, pomięta kartka.
 Dante podniósł ją i przeczytał, mrużąc oczy.
 -Mam serdecznie dosyć tego faceta. – stwierdził krótko.
 -Czyli?
 -Sama zobacz, co on piszę, Silvo.
 Strażniczka przejęła od niego kartkę i odczytała eleganckie pismo. A potem jeszcze raz. I znowu.
 -Serio? Proponuje nam spotkanie?
 -Chyba, że to jakiś szyfr. Ale nie sądzę.
 -Ja również. Doprawdy… Dante, to już wykracza poza wszelkie granice.
 -Wiem o tym. Ale pojedziemy tam i tak.
 -Owszem. Okropny facet. Żeby akurat w Anglii… I jeszcze pod pałacem Buckingham! Pamiętasz?
 -Pamiętam. Uprzedziłaś mnie wtedy o włos z tymi dokumentami. – Dante pokręcił głową. – No cóż, niewiele możemy z tym zrobić. Ale spotkanie ma się odbyć dopiero pojutrze, tak tu napisał. Czuje, że chyba zrobimy sobie dzień wolny.


*


-Dzień wolny? Doskonale. Nareszcie sobie odpocznę. – Madeleine uśmiechnęła się niczym usatysfakcjonowany kot.
 -Mogę się o coś zapytać? – Julia uniosła oczy ponad plansze krimy – uczyła właśnie Arashiego tej trudnej gry.
 -Nie? – zaryzykowała odpowiedź Silva.
 -Tak. – w tej samej chwili stwierdził Dante, odrywając się od książki.
 -Gdzie znaleźliście tą Wskazówkę? Wydawało mi się, że ani na chwile mieliście się stąd nie ruszać.
Łowca i Strażniczka wymienili krótkie, porozumiewawcze spojrzenie.
 -Listonosz przyniósł. – wypaliła Silva.
 -Jeden z moich znajomych łowców znalazł ją w mieście. – w tej samej chwili stwierdził Dante.
 Ułamek sekundy milczenia.
 -Znaczy… listonosz przyniósł tą Wskazówkę, którą znajomy Dante znalazł w mieście. – wymyśliła Strażniczka.
 -Ahaaaaaa. – Natalia popatrzyła na nich sceptycznie.
 -Wierzymy wam bez zastrzeżeń. – dodała Julia, głosem pełnym zastrzeżeń.
 -Są rzeczy – zaczęła Silva, dumnie i z pogardą patrząc na nie. – o których takie dzieci jak wy nie powinny wiedzieć.
 Julia skrzywiła się. Zabolało. I ją, i jej ciotkę, ale Silva nie umiała inaczej.
Chwile milczeli.
-Pałac Buckingham. – Nikolaj uśmiechnął się z rozmarzeniem. – Zawsze chciałem zobaczyć go z bliska.
 -I ponagrywać się z tych śmiesznych w czapkach. – dodała Madeleine.
 -To akurat nie.
 -Jak to nie!? Nie lubisz z nich żartować? Jakim cudem zostaliśmy przyjaciółmi???
 -Nie nazwał bym to cudem. Mam wrodzoną zdolność do podpowiadania.
 -No cóż… to też jest plus pewnego rodzaju.
 Nikolaj nie zezłościł się, bo on nigdy się nie złościł. Tylko się uśmiechnął.
 -No dobrze. Mogę się dowiedzieć, kto co zamierza robić w czasie jutrzejszego dnia? – zapytał Cyryl, który dalej patrzył na swojego brata dosyć ponuro.
 -Dalej mam numery do tych blondynek z muzeum. – zauważył Metody, uśmiechając się do niego przepraszająco. – Możemy się gdzieś z nimi przejść.
 -Macie numery do blondynek i mnie nie poinformowaliście? – z pewną urazą zapytał Oliver.
 -Nie jesteś naukowym typem.
 -Czytam podręcznik do chemii! – chłopak wściekle zamachał trzymaną książką.
 Arashi szepnął coś do Julii. Uważniej przyjrzała się podręcznikowi, trzymanemu przez brata i parsknęła śmiechem.
 -Czytasz, tak? – zapytała kpiąco. – Ale wiesz, że trzymasz go do góry nogami, tak?
 Oliver spojrzał na książkę i zaczerwienił się.
 -Bo tak lubię.
 -No tak, oczywiście. Nie pomyślałam. Ja i Arashi pewnie przejdziemy się po mieście. A ty i Nikolaj, Maddy?
 -A, może pokręcimy się tu i tam… - wymijająco odpowiedziała dziewczyna. Nie zamierzała wspominać, że razem z najlepszym przyjacielem mieli załatwiać sprawy związane z Phoenix. – A ty, Natalia? Mogłabyś iść z nami.
 -Nie, dzięki. – siostra Nikolaja uśmiechnęła się przepraszająco. – Ja może pójdę na targi książek, trwają już od dwóch dni. Pewnie znajdę tam coś ciekawego, akurat dla mnie.
 -Mogę się przejść z tobą. – naturalnym tonem zauważył Adrian. – Jako obstawa.
 -Serio? Dziękuje, to miło, będzie fajnie, jeśli pójdziemy razem – Natalia nie zauważyła niczego niepokojącego w jego zachowaniu. - A pani, pani McEver?
 -Jeszcze nie wiem. Znam tu dobrego sprzedawcę broni. Robi świetne sztylety. A ty, Dante?
 -Wymyśle coś, pewne odwiedzę kilku znajomych.
 „Och… znajomych?” – pomyślała Silva.
Nikt nie zauważył pełnego satysfakcji uśmiechu Strażniczki, która po tej wypowiedzi całkowicie zmieniła swoje plany na jutrzejszy dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz